Dargana

Historia jest dość długa, momentami dramatyczna i.. nieskończona 🙂 Wyjaśni też dlaczego niekiedy powołuję się we wpisach na jakieś “końskie” porównania lub źródła.

Dargana urodziła się 19.03.2007 r. (matka: Dargonia po Who Knows, ojciec: Siam – rodowód Dargany na bazakoni.pl ). Zdziwił Was czerwony kolor imion? Jest to ogólnie przyjęta reguła, że imiona koni pełnej krwi angielskiej są wpisywane na czerwono, takie “czerwone rodowody” (a konie czystej krwi arabskiej mają “niebieskie rodowody” – dokładnie na tej samej zasadzie). Mała D. była niezwykle urocza 🙂

D0

Jak większość folblutów (czyli koń pełnej krwi angielskiej) jej przeznaczeniem była kariera konia wyścigowego. Przynajmniej taki był zamiar. Dargana w treningu była naprawdę obiecującą klaczą – odważna i szybka, jednak troszkę.. humorzasta. W swojej wyścigowej karierze przebiegła tylko jeden wyścig – na Służewcu, 30.10.2009r. pokazała wszystkim co myśli o tym całym “ściganiu” 😀

Tak na poważnie, D. nigdy nie była na dalszym wyjeździe + pierwszy raz wchodziła do maszyny startowej (jak się przyjrzeć, to wyszła z niej jak konie już robiły 2.-3. foule* na torze; foule = “krok” galopu, na obrazku mamy własnie 1 foule rozrysowaną). Innymi słowy, ciut za słabo była przygotowana do startu. Żeby nie ryzykować więcej tego typu wystąpień wycofano ją z treningu wyścigowego.

Po kilku miesiącach zaczęłyśmy razem pracować – na początku 2010 roku jakoś. Choć widywałam ją już jak była nieco podrośniętym źrebakiem. Ona miała wolną zimę, a mój ówczesny koń (jeździłam rekreacyjnie wtedy, bez własnego konia) z którym pracowałam zaczął być powoli odstawiany od jazd i szykowany do podróży (wyjechał do Szwecji, do nowej właścicielki). I powiem Wam tak.. nie lubiłyśmy się i jakoś od 1. jazdy uznałam, że się nie dobrałyśmy.

Sytuacja uległa zmianie po kilku miesiącach – dogadanie się zajęło nam trochę czasu po prostu (sporo dłużej niż z innymi końmi). W międzyczasie zaczęłam pomagać przy wyścigowych (i w stajni, i pod siodłem), trochę pracowałam też z półbratem Dargany (po tym samym ojcu) z którym dogadałam się duuużo szybciej, a też był już wykluczony z treningu wyścigowego (tzw. ex-race horse). Jakoś tak minęły ~2 lata, przez które naprawdę zaczęłam doceniać Darganę – odważna, myśląca, a do humorków się przyzwyczaiłam 😉

D1

Po ponad 10 latach jazdy rekreacyjnej przyszedł czas, w którym spełniają się marzenia – szukałam konia dla siebie. Przeglądanie dziesiątek ogłoszeń, telefony do hodowców/właścicieli.. trudno było, bo przyjemnego i zdrowego konia wcale nie jest łatwo znaleźć. Z opresji uratował mnie mój tato, który zadzwonił cały uradowany “Iza, jeśli chcesz to sprzedadzą Ci półbrata Dargany, jakiegoś wałaszka.. no, ewentualnie Darganę.”. Doskonale wiedziałam o jakie konie chodzi – całą 3. znałam i.. finalnie padło na konia “niedobranego”. Było to dokładnie 7.07.2012 roku.

D7

Dargana mając nieco ponad 5 lat musiała “pogodzić się” z faktem, iż jestem jej właścicielką – w sumie, to przez kilka miesięcy nie było żadnej różnicy. Stała w tej samej stajni, z końmi które zna od małego, z ludźmi których zna od dawna i pracowała ze mną. Dopiero po ~pół roku uznałam, że zmienimy stajnię – potrzebowałam trenera, kogoś doświadczonego żebyśmy obie mogły się w tym całym jeździectwo rozwijać. I chyba wtedy tak finalnie D. uznała, że jest “skazana” na mnie – kiedy zmieniło się wszystko, poza mną 😀 No cóż.. taki koński los. No dobra, razem z nami przeniosła się Dargany najlepsza końska koleżanka (Siwa, znana z Prof. Eureka i Wiedźma Płotka), więc w sumie to był spokój.

D2Czas mijał nam w sumie bez problemów. Był to też czas, kiedy zdobywałam sporo konkretnej wiedzy, m.in. dotyczącej budowy, działania i pielęgnacji kopyt (nie, nie starczy zawołać kowala 3 razy w roku – to taki mit jak “chomik mało potrzebuje”; kopyto to skomplikowana struktura, żywa tkanka i jak to się mówi “Bez kopyt nie ma konia“). Odbyłam też kurs masażu i stretchingu koni – tak, Dargana może liczyć na regularny masaż relaksacyjny kiedy potrzebuje 🙂 Zaczytywałam się w szczegółowych książkach dot. anatomii, fizjologii, żywienia i biomechaniki. Wszystko, żeby – jako właściciel – mieć jak największą świadomość (niczego tak nie lubię, jak “ignoranctwa” i stereotypów – nie w czasach, kiedy wiedzy nie zdobywa się w “siódmych potach”, a najczęściej wystarczy po prostu chcieć się rozwijać).

Jedyne czego nadal brakowało to trenera/instruktora, który by potrafił z nami pracować (tak, żebym i ja, i koń miała w tym frajdę i rozwój) – nie każda osoba lubi folbluty. Są końmi pobudliwymi, mądrymi, stabilnymi psychicznie i.. nie tolerują “zmuszania” czy “siłowego” podejścia (konie półkrwi, a tym bardziej np. konik polski, mają dużo większą tolerancję na tego typu kwestie – i pisząc “siłowe” nie mam na myśli bicia konia!). Nie chcę się wdawać w niuanse i detale jeździeckie, ale folbluty mają ciut inny stosunek np. budowy tkanki mięśniowej niż inne konie oraz są bardziej “reaktywnym” typem układu nerwowego. Innymi słowy – folbluty trzeba lubić i znać żeby z nimi fajnie pracować 🙂

Jakoś w czerwcu 2014 roku podjęłam decyzję, że spróbujemy pójść w kierunku jazdy w stylu western. I nie, nie miało to znaczyć pędzenia konia pełnym galopem po terenach w kapeluszu 😉 Jazda west ma podstawy zbliżone do jazdy klasycznej, ale im dalej w las tym więcej drzew 😀 Pod koniec 2014 roku uznałam, że czas poszukać stajni z trenerem westernowym – i tak trafiłyśmy do White Mare. Dargana weszła z czasem w pełen trening, początkowo tylko pracując z ziemi (tj. nikt na nią nie wsiadał przez jakieś 2-3 miesiące), a dopiero później trenerka zaczęła z nią pracować również pod siodłem. Wyszło kilka problemów i braków treningowych – czego nie udało mi się samej zrobić bez pomocy osoby doświadczonej. W międzyczasie pojechałam z trenerką na szkolenie z Markiem Shafferem co wspominam bardzo pozytywnie i dało mi bardzo dużo – w sensie świadomości i poukładania pewnych elementów w całość. Koniec końców koń bardzo szybko zaczął się zmieniać i z takiego obrazka (kłus i galop) – sztywna szyja, grzbiet “jak deska” zapadnięty lekko do dołu itp.

D5

D8

Dargana zaczęła pracować w rozluźnieniu (m.in. obniżona szyja, uniesiony grzbiet, dłuższy krok), skupieniu i z chęcią (to czuć “pod tyłkiem” kiedy koń chce pracować) 🙂

D6

D9

Nie powiem, sporo pracy kosztowała (i nadal kosztuje) mnie mój zakres umiejętności – ale od czego mamy trenerów, zwłaszcza kiedy są zmiany tylko na plus w nas obu, w końcu! 😀

I wszystko było świetnie, sielankowo bym rzekła – obie trenowałyśmy, świetnie się dogadywałyśmy i powoli planowany był nasz pierwszy wspólny start w zawodach Extreme Trail. Było za idealnie… na tydzień przed zawodami odebrałam telefon od trenerki – Dargana miała skręt jelit i tylko jak najszybsza operacja w klinice może pomóc i przeżyje. Oczywiście była niedziela przed godziną 23. Musiała zostać przewieziona aż do Gliwic (ponad 200km w jedną stronę), gdzie dr Golonka miał miejsce i zgodził się na przeprowadzenie operacji. Kiedy już dojechali na miejsce usłyszałam od lekarza coś, czego nikt by nie chciał usłyszeć – “Dargana jest słaba, odwodniona i prawdopodobnie w jelitach już jest martwica.. Czy mimo to otwieramy? Nie mogę dać żadnej gwarancji, ale jeśli jest rozległa martwica to nic nie zrobimy i konieczna będzie eutanazja.“…

Powiem Wam tak.. Dargana została zoperowana. Okazało się, że skręt jelit był podwójny (tj. jelita w dwóch osobnych miejscach się “skręciły”), a mimo to tylko mały odcinek był podrażniony i wskazywał na rozpoczęty proces zapalny i potencjalnie martwiczy (co było cudem, że mimo dość długiego transportu tylko tyle!). Po zabiegu szanse konia na powrót do zdrowia i tak były małe.. Martwica mogła się rozwijać mimo leków i ciągłej opieki lekarskiej. Nikt niczego nie był pewien, a wszystko zależało od Dargany.

Na 3 dzień od operacji pojechałam ją odwiedzić (nie byłam przy operacji – panikujący właściciel może więcej zaszkodzić niż pomóc w takich sytuacjach). Dargana stała w boksie, z wenflonem w szyi i zszytą raną na brzuchu ze sporym sączkiem (mniej więcej tak wygląda zabezpieczenie rany na brzuchu po operacji KLIK, u Dargany było ciut dłuższe). Pozwolono mi ją wziąć na 10 minutowy spacer po lonżowniku. Oczywiście Dargana szła ochoczo, jakby nigdy nic i nawet próbowała się spłoszyć (bo wróbelek na barierce był koniożerny!) co poczułam na własnej stopie (dobrze, że nie ma podków! :D). Innymi słowy, zachowanie konia było normalne, prawie jak w domu – beztroska, chętnie szła i nie denerwowała się. Nawet próbowała wydębić smakołyki z “magicznej kieszeni” (których i tak nie miałam). Zaczęłam wierzyć, że się jej uda – ona nie miała zamiaru się poddać.

W klinice spędziła miesiąc. Tyle czasu mniej więcej goi się rana na brzuchu po operacji. Prawdę mówiąc – po za tym że schudła i spadła z mięśni to.. i tak nie wyglądała na konia ~miesiąc po poważnej operacji i z małymi szansami na przeżycie. Jak prezentowała się po 2 miesiącach od operacji?

D4

Pierwsze 3 miesiące od zabiegu to wstępna rehabilitacja – koń zaczyna nieco pracować (tylko z ziemi, bez wsiadania!), głównie po to żeby się wzmocnić i powoli zacząć odbudowywać mięśnie brzucha, uelastycznić itp.

We wrześniu 2015 powoli zaczęła pracować pod siodłem. Jak gdyby nigdy nic zaczęła prawie w tym samym punkcie na jakim skończyliśmy na wiosnę. W październiku można było zacząć powoli wymagać coraz więcej, chodzić w lekkie tereny. Pojechałyśmy nawet na naszego 1. hubertusa i Dargana zachowywała się wzorowo! 🙂 Od grudnia można mówić o powrocie do normalnej pracy, a w chwili obecnej (kwiecień 2016 kiedy to piszę) koń jest w pełni sprawny 🙂 Biega, skacze (małe przeszkody, głównie w celu gimnastyki), uczy się chodów bocznych i innych elementów – a ja razem z nią 🙂

D3

Może i nie byłyśmy “dobrane”, ale obie chyba lubimy robić na przekór 😀 Obecnie obchodziłyśmy niedawno 9. urodziny Dargany, a zbliża się 4. rocznica “skazania na siebie” 🙂 Być może sezon 2016 będzie sezonem naszego debiutu? Zobaczymy. Jedno jest pewne – ten koń nauczył mnie ogromu pokory, cierpliwości i spokoju. Skłoniła mnie do przeczytania wieeeelu książek, często trudnych w odbiorze i wymagających. Co ja je dałam? Ostatnio dostała kilka jabłek… 😀 Dla tych, którzy są ciekawi co “na bieżąco” słychać u D. mogę podrzucić link do jej strony na FB: Dargana the Glut 🙂