Rodowód – po co to komu?

Odchodząc od recenzji i standardów, tym razem postaram się przybliżyć Wam czym jest rodowód – poza byciem “papierkiem” 🙂

Posłużę się wymyślonym przykładem, żeby pokazać jak ważnym narzędziem jest rodowód. Ale zanim zaczniemy patrzeć na przykłady to, cóż.. najpierw trzeba wiedzieć czym ten “papier” jest. Wyjaśnię tak “po ludzku”, bo suche definicje nie mają sensu 🙂

Rodowód to dokument zawierający informacje o pochodzeniu zwierzęcia, a konkretnie o jego przodkach. Informacje zawarte w rodowodzie to informacje podstawowe, takie jak imię + przydomek hodowli i data urodzenia. Te informacje są konieczne do identyfikacji zwierząt, bo o ile może być x chomików o imieniu “Kropek” to każdy z nich będzie miał inny przydomek hodowlany – będą to inne zwierzęta. Są też informacje “genetyczne”, czyli umaszczenie, włos i znaczenia wraz z zapisem genotypowym. Informacje te można przedstawić jedynie w formie genotypowej (którą osobiście wolę), ale wiele osób korzysta z formy nazwa umaszczenia/okrywy/znaczenia + genotyp.

Po co jest rodowód? To już ciekawsze pytanie i chyba ono sprawia najwięcej kłopotów. Dla hodowców rodowód jest niezbędnym narzędziem, ale o tym za chwilę. Dla opiekuna jest potwierdzeniem tego, że jego zwierzę jest efektem pracy i starannego łączenia. Z reguły, bo niestety, ale w każdym środowisku znajdą się “czarne owce” i nie można uogólniać w tej kwestii 🙁 Przemyślane łączenie zapewnia nam nie tylko pięknie zbudowane chomiki o danych umaszczeniach, ale też ma na celu promowanie osobników o dobrym zdrowiu i przyjaznym charakterze. A to już powinno opiekuna obchodzić, nie? 😉

Jak wygląda mój przykładowy rodowód? 😀 Jest mega prosty, bo tylko 3 pokolenia – dla opiekuna wystarczająco dużo, dla hodowcy, no… mało. Nie ma też przydomków – załóżmy, że imiona są unikalne. Literki w genotypach nie mają przełożenia na żadną realną genetykę gatunku – służą tylko dla przykładu!Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2016-05-13 170829.bmp

Załóżmy, że nasz chomik nazywa się Kotlet (nie pytajcie czemu, jest Kotlet i kropka). Rodzicami Kotleta są Kropek i Minosia – wiemy kiedy się urodzili i “jak wyglądają” (hodowca, który umie czytać genotyp i zna genetykę gatunku wie jakiego umaszczenia są zwierzęta). Wiemy, że Kropek pochodzi od Sary (która jest od Niki po Orzechu) po Heniu (od Jagody po Timonie). Wiemy też, że Minosia jest od Figi (od NN = brak informacji po Heniu) po Bonifacym (od Werci po Timonie). No, to już wiecie kto w tabeli jest czyim rodzicem – to jest intuicyjne i proste, więc nie ma co się dalej rozwodzić 🙂

Zauważyliście, że Figa nie ma wpisanej matki? Widzicie, różnie bywa – braki w rodowodzie mogą wynikać z np. nieprowadzenia dokumentacji przez hodowcę (nie pochwalam, ale cóż), wprowadzeniu do linii osobnika z odłowu (może tak być, czemu nie?), nie ma takiego chomika w bazie (bywa, każda baza danych rodowodowych ma jakieś luki – nawet ta dotycząca koni pełnej krwi angielskiej, bo konia z rzędem temu komu będzie się chciało przepisywać księgi stadne z ostatnich kilku wieków 😉 u chomików też wcale nie ma tego mało wbrew pozorom). Ogólnie luki w rodowodzie się zdarzają – choć lepiej wygląda luka w 7. pokoleniu. Dla mnie logicznym wyjaśnieniem na lukę w “młodych” pokoleniach jest wprowadzenie chomika “dzikiego” do linii – ale to też można jakoś zaznaczyć lub dodać info w komentarzu, poza tym takie chomiki mają przecież imiona (dopiero ich rodzice są “puści”). No, ale to już takie rozważania czysto teoretyczne.

Kolejna rzecz w rodowodzie to “literki” – genotyp. Jako opiekunowie i miłośnicy nie musicie znać genetyki gatunku, nie musicie umieć czytać genotypów. Musicie jednak mieć świadomość tego, że dobry hodowca musi umieć nie tylko rozpisać dobrze genotyp osobników, ale też znać zależności pomiędzy genami – bo zdarza się, że np. jeden gen maskuje działanie innego genu lub całej grupy genów, albo jest modyfikatorem lub genem letalnym. Głównie w wyniku braków w znajomości genetyki i zależności pomiędzy genami pojawiają się później błędne nazwy na niektóre umaszczenia lub powstają zupełnie nielogiczne “twory” (które z czasem się utrwalają u ludzi i później trudno wprowadzić prawidłowe nazewnictwo zgodne z logiką – tak, nazywanie umaszczeń pochodnych opiera się na logice). Tyle o genotypie, bo nie ma co robić tutaj wykładu na ten temat – a mogłabym i to z ogromną przyjemnością 🙂

Co jeszcze mogło Wam się rzucić w oczy. Wręcz weżreć w nie i wypalić.Chów wsobny“. Popatrzcie na imiona Timon i Henio. Figa jest pół siostrą Kropka i matką Minosi. Z Heniem jest ciekawiej, ale to już sami popatrzcie jak wygląda relacja Henio-Timon! 🙂 Widzicie, kiedy mamy do czynienia z rozmnażaniem w pseudohodowlach czy w “domowo” bez hodowli to określenie “chów wsobny” jest jak najbardziej na miejscu – kojarzy się nieprzyjemnie, głównie przez to, że sporo ludzi nadużywa tego zwrotu przy każdej możliwej okazji. Dlaczego nadużywa? Jedną z metod hodowlanych jest inbreed = kojarzenie krewniacze = chów wsobny. I czasami strach się bać pokazać rodowód z inbreedem (dobrym inbreedem!), bo będzie, że jakiś hodowca ma chów wsobny! No jak to tak! Nie ważne, że hodowca, który to zrobił miał wiedzę, doświadczenie i powody (o tym za chwilę) aby zastosować inbreed w danym momencie. Nie ważne, że jest jednym z bardziej szanowanych w Europie hodowców. Kij z tym, bo PrzypadkowyUser z e-chomika lub jakiejś grupy na Fb wie co to chów wsobny i on go tam WIDZI! 😉

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2016-05-13 175814.bmp

Sama kiedyś krytykowałam (obecnie wolę nie marnować czasu na nic niedające dyskusje) pewne łączenia – jednak argumentowałam dlaczego dany inbreed moim zdaniem nie jest właściwy (np. wzrośnie homozygotyczność linii, brak outcrossu od kilku pokoleń, zamiast łączyć na kolor można użyć goldena i mieć nośniki itp.). To się nieco różni od “Tam jest chów wsobny?! oO “, nieprawdaż? 🙂

Trzeba jednak zaznaczyć, że są dobre inbredy – kojarzenie krewniacze stosuje się kiedy chcemy wzmocnić cechy jakiegoś wybitnego osobnika w danej linii. Wybitność powinna odznaczać się w budowie, zdrowiu, a cechą drugorzędną jest umaszczenie (choć nie dotyczy to np. nowych mutacji lub bardzo rzadkich – których nie jest jednak tak dużo jak się może wydawać i naprawdę, dobry golden/aguti od czasu do czasu nikomu nie zaszkodzi, a wręcz pomoże!).

Co poza powyższym może zrobić hodowca z rodowodem? Policzyć współczynniki genetyczne 😀 IC, AVK i kilka innych. Najczęściej hodowcy (jak już liczą) posługują się współczynnikiem inbredu (IC) – jest to współczynnik, który mówi nam o stopniu pokrewieństwa pomiędzy rodzicami – w naszym wypadku dla rodziców Kotleta. Dobrze jest podawać też współczynnik utraty przodków (AVK), bo daje nam on informacje o unikalnej puli genów i pozwala ocenić inbred. Oba współczynniki mają zakres od 0 do 100%, przy czym:

  • im mniejsze IC tym lepiej (przyjmuje się, że dla 5. pokoleń nie powinien być większy niż 6% – jednak mogą być dobrze uzasadnione wyjątki dla większego inbredu zwłaszcza kiedy później wchodzi “rozrzedzenie” za pomocą metody outcross),
  • im większy AVK tym lepiej, bo większa część genów jest unikalna.

Jakie są wartości wybranych współczynników genetycznych dla Kotleta? IC = 9.375% i AVK = 85.7%. Jak na rodowód z 3. pokoleniami i prawie 10% inbredu to.. naprawdę dużo. AVK nie jest złe, ale jestem pod wrażeniem IC Kotleta.

Podsumowując. Z tego postu powinniście wynieść kilka rzeczy – umieć czytać pokrewieństwa z rodowodów oraz wyciągać informacje, które mogą być ważne dla opiekuna. Chciałabym żebyście też nabrali nieco dystansu i hm.. minimalnej wiedzy do patrzenia na rodowody – to powinno Wam ułatwić ewentualne pytania do hodowców. Dobrze jest pytać hodowców, bo może on pokazać się z profesjonalnej strony odpowiadając rzetelnie na pytanie (na czym skorzystacie – zawsze można sie dowiedzieć czegoś ciekawego i nowego!). Grunt to zadać dobre pytanie (zwłaszcza jak będziecie pytać o chów wsobny w rodowodzie) – i dzięki temu postowi powinniście tworzyć lepsze pytania! A lepsze pytania to mniej nieporozumień 😀

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *