Skąd masz chomika? Adopcja.

Jeśli nie czytaliście lub nie pamiętacie o czym były zeszłe wpisy z serii “Skąd masz chomika?”, to zachęcam do skorzystania z linków:

Zaczynamy wchodzić na te “źródła”, które są promowane na forach dyskusyjnych, stronach i grupach na portalach społecznościowych itd. 😉

Temat adopcji być może wyda Wam się czymś oczywistym, o czym pisać za dużo nie trzeba. Jednak “popełnię” ten wpis, bo zawsze jest prawdopodobieństwo tego, że ktoś wyciągnie coś nowego dla siebie. Bądź będzie miał chwilę refleksji na koniec.

Na wstępie zaznaczę jednak, że:

  1. Jestem zwolenniczką adopcji z pewnych i rozsądnych źródeł. Moje zdanie nt. sklepów zoologicznych, pseudohodowli itp. działalności pewnie znacie z moich wypowiedzi na forach/grupach/blogu.
  2. Nie mam związku z żadną oficjalną fundacją czy stowarzyszeniem, które zajmuje się interwencjami/adopcjami.
  3. We wpisie tym nie celuję w żadną konkretną fundację/stowarzyszenie/inną organizację ani osobę.

Prawdę mówiąc, staram się nie mieć za wiele wspólnego (bezpośrednio) z tego typu organizacjami – jest to mój osobisty wybór, dyktowany osobistym doświadczeniem. Od lat obserwuję działanie organizacji prozwierzęcych, począwszy od koni przez psio-kocie, a na typowo gryzoniowych kończąc. Nie jest to jednak powód, abyście zmieniali swoje zdanie – nie o to w tym wpisie chodzi. Szanuję zdanie innych, więc proszę o uszanowanie mojego.

Zacznijmy od luźnej definicji słowa adopcja w odniesieniu do zwierząt (wspominałam o tym we wpisie dot. serwisów ogłoszeniowych i platform handlowych).

Adopcja jest to przygarnięcie zwierzęcia bezdomnego/ze schroniska/ze stowarzyszenia/z fundacji lub od osoby prywatnej, ale tylko wtedy gdy ta nie żąda zapłaty za zwierze.

To takie “zarysowanie z grubsza” tego pojęcia. Jest to ważne, ponieważ wraz częstszym promowaniem adopcji, możliwe jest zanikanie “prawdziwego znaczenia”. Słynne

“Adoptowałam z <nazwa serwisu ogłoszeniowego>. Pani ma na sprzedaż jeszcze 3 maluszki.”

Dlatego tak wałkuje tę kwestię. Teraz uznaję to już za “rzecz oczywistą” 😉

Adopcje możemy podzielić ze względu na “poziom organizacji”, tzn.

  • stowarzyszenia/fundacje/schroniska itp. organizacje
  • osoby prywatne

Najpierw osoby prywatne. Tutaj kwestia nie zawsze jest tak samo jasna, gdyż wszystko zależy od tego skąd taka osoba ma zwierzęta. Zaliczymy tutaj zarówno osoby:

  • regularnie działające jako Dom Tymczasowy (niezrzeszone w organizacjach);
  • osoby, którym trafiła się samiczka kinder-niespodzianka i szuka dobrych domków dla maluchów (za darmo);
  • osoby, które z przyczyn niezależnych (np. nagłe pogorszenie stanu zdrowia, nagła zmiana sytuacji życiowej itp.) nie są w stanie dalej opiekować się swoim pupilem.

Pewnie można by dopisać jeszcze kilka “typów”. Osobiście uważam, że najtrudniej mają osoby z ostatniego podpunktu – może dlatego, że pamiętam w jakiej sytuacji była pewna dziewczynka od której adoptowałam karzełka w podeszłym wieku. Osoby z maluchami mają o tyle trudno, że dochodzi stres związany z opieką nad samiczką + młodymi, rozpoznanie płci, rozdzielenie w odpowiednim wieku i szukanie kilku (czy wręcz kilkunastu) domów. Jednak więcej osób zdecyduje się na słodkiego malucha niż na starszego osobnika. Niezależne DT też nie mają kolorowo – znam kilka osób pomagających we własnym zakresie, osobiście miałam dwa chomiki na DT i tutaj trzeba sporo cierpliwości, pasji i… pieniędzy.

Organizacje zajmujące się pomaganiem zwierząt mają ciut łatwiej. Mają większą “siłę przebicia” niż pojedyncza osoba. Funkcjonują na zasadzie datków, bazarków i okazyjnych składek, np. na leczenie. Mają jednak często dużo większą liczbę podopiecznych niż by chcieli, ale… co poradzić? Należy pamiętać, że mają pewne standardy dot. procesu adopcji i wymagań.

To tak w skrócie “co jest co”. Nie ma sensu wchodzić w detale, ponieważ dużo zależy od danej osoby/organizacji 🙂

Jest jednak jedna rzecz na którą chciałabym zwrócić Waszą uwagę. Jest wiele zwierząt szukających dobrych domów. Zachowajcie jednak rozsądek oceniając sytuacje – czy to osobę prywatną, czy to organizację. To też są ludzie, też mogą się mylić lub nadmiernie ulegać presji środowiska/społeczeństwa.

Zdarzają się sytuacje, kiedy pojawiają się przede mną na Facebook’u zdjęcia chorego zwierzęcia – zaczyna się zbieranie pieniędzy na leczenie. I wszystko by było ok, gdyby nie to, że zdarzają się przypadki naprawdę beznadziejne. Przykładowo – liczne guzy, których masa stanowi prawie połowę masy samego gryzonia, liczne rany, zły stan ogólny. Powiem szczerze, że mnie osobiście zasmucają próby ratunku takich maluchów.. są po prostu przypadki, kiedy ratunek jest realnie aktem przedłużenia cierpienia. W ferworze walki – zwłaszcza o życie – można się zapomnieć. Miejcie na uwadze, że co innego globalny zabieg pod narkozą (przy kiepskim stanie pacjenta, gdzie będzie naprawdę duża ingerencja w organizmie) od ratowania zwierzaków z zaawansowaną nużycą, niedowagą i licznymi rankami. To co jest najsmutniejsze to fakt, że są ludzie grający na emocjach za pomocą właśnie takich “przypadków beznadziejnych”, gdzie zwierze ma bardzo małe szanse na przeżycie (nawet mimo pomyślnego zabiegu).

Nie zrozumcie tego też w drugą stronę – ratować i pomagać trzeba. Jednak nigdy zawsze i za wszelką cenę – wtedy mogą niepotrzebnie cierpieć zwierzęta. Oczywiście, że są przypadki “beznadziejne, które w pełni wyzdrowiały”, jednak nie jest to reguła. Czasami najlepszym ratunkiem jest eutanazja. Wiele osób się ze mną może nie zgodzić, może się burzyć itd. Wiecie.. kilka miesięcy temu stanęłam przed decyzją o życiu i śmierci mojego konia, więc zanim mnie ocenicie to.. ugryźcie się w język 😉

To co zawsze należy robić to edukować ludzi. Tylko to może dać efekty w dłuższym czasie – mniej bezdomnych zwierząt, mniej zaniedbań, itd. Proces długotrwały, ale warto.

One thought on “Skąd masz chomika? Adopcja.

  1. Kopiec Kasia

    Bardzo mądrze napisane, też jestem za tym, że eutanazja jest bardzo często jedyną “deską ratunku” dla cierpiącego zwierzęcia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *